Szukaj na tym blogu

środa, 18 maja 2011

Efekty współpracy z Maleną Kuś. KONKURS - nagroda SESJA ZDJĘCIOWA!

Tak jak wcześniej wspominałam pomagam czasem przy aranżacji sesji, młodej, zdolnej i dobrze rokującej fotografce - Marlenie Kuś. Obecnie realizujemy projekt, który nosi roboczy tytuł: "Kobiety pracujące - odkryj swoją osobowość". Z nim właśnie wiąże się konkurs - należy wymyślić tytuł tej akcji - chwytliwy, krótki, zabawny. Nagroda - profesjonalna sesja zdjęciowa - 20 zdjęć (obrobionych i nagranych na płytkę), dojazd na Wasz koszt.:) Nagrodę przyzna jury w składzie: Marlena, ja i konsultantka d/s marketingu. Dzień ogłoszenia wyników to 6.06. Macie, zatem sporo czasu!
Teraz kilka słów o samym projekcie - biorą w nim udział kobiety (wiek nie ma znaczenia), podczas sesji należy się wcielić w rolę (zawód) nietypową dla Was. Aga, która jest tłumaczem stała się kobietą wampem - divą rodem z lat 20.
Ola natomiast z zawodu jest trenerką - u nas pojawiła się w roli sexy businesswoman. Chcemy pomóc Wam uzewnętrznić seksapil, pokazać, że każda kobieta jest piękna – zapraszamy:) CZEKAM NA WASZE SUGESTIE W KOMENTARZACH (jeżli nie posiadacie bloga, proszę o e-mail kontaktowy) - tytuł akcji - przez Was wymyślony i ewentualny zawód, których dotychczas był tylko w sferze marzeń:)

Oto mała próbka naszej współpracy.











Dziękuję za pomoc w realizacji zdjęć : mojej kochanej przyjaciółce - Gosi Piętko (która niedługo wcieli się w role stewardessy:)) Wyrozumiałemu prezesowi firmy SMART - panu Michałowi Mansfeld i właścicielowi Old Timers Garage.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Siemens Freshlook - wywiad

Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie organizowanym przez magazyn Siemens Freshlook - co prawda nie wygrałam, ale magazyn poprosił mnie o wywiad - tu publikacja:


 
 

 

 
A tu wywiad w całości (gdyby ktoś miał ochotę przeczytać):

 

 
Siemens Fresh Look,
magazyn nr 4, temat: „Kolorowy szał!”
Pytania:
·         Twój ulubiony kolor to…
Nie ma jednej barwy, która w stu procentach definiuje moją osobowość. Kolory moich wnętrz, ubrań to odzwierciedlenie kolorów mojej duszy w momencie tworzenia aranżacji, doboru dodatków, czy przygotowania konkretnej stylizacji.

 
·         Masz dużo ubrań, dodatków w tej barwie w szafie? Jakiego koloru rzeczy przeważają w Twojej garderobie?
Moja szafa jest zdecydowanie kolorowa. Będąc w tym wyjątkowym stanie, – jakim dla większości kobiet jest ciąża, przygotowując się do nowej roli – matki - moja szafa mieniła się od różnych odcieni fioletu i błękitu. Teraz, noszę najczęściej wiele odcieni szarości, klasyczną czerń w połączeniu z kolorowymi dodatkami. W tym sezonie zaskakujące i intrygujące jest połączenie barw, które dotąd wydawały mi się być antagonistyczne – mam na myśli pomarańcz w parze z malinowym różem, czy fiolet ze szmaragdem lub kobalt ze wspomnianym już pomarańczowym. Jakieś miksy tych barw zapewnie znajdą się w moich codziennych stylizacjach.

 
·         Pozwalasz sobie czasem na kolorowy szał? Czy wolisz bardziej stonowane propozycje? Jakie?
Obecnie kolorowy szał noszę raczej w głowie, sercu. Jeśli zaś chodzi o stylizacje: wybieram barwy stonowane, jako podstawę, a przełamuję nudny, mogłoby się wydawać, wygląd - kolorowymi dodatkami takimi jak: torebki mojej lokalnej projektantki Doroty Koperskiej, lub apaszkami, które nałogowo nabywam w lokalnych second-handach.

 
·         Czego nie założyłabyś nigdy?
Wyznaję dewizę: „nigdy nie mów nigdy”. Wiele razy przekonałam się, że gusta modowe ewaluują wraz z rozwojem osobowości i dlatego zostawiam sobie wolną przestrzeń. Lubię rzeczy dobre gatunkowo, raczej klasyczne.  Moda i całe już właściwie zjawisko - vintage – to coś, co mi w duszy gra. Nie lubię kiczu i braku oryginalności, lubię być inna niż pozostali ludzie na ulicach mojego miasta. Niestety nie mam szczęścia i nie mieszkam w kosmopolitycznym miejscu, gdzie miałabym okazję czerpać inspiracje z ulicy. Ludzie w mojej miejscowości są w większości szablonowi, a każda próba wyróżnienia się z tłumu spotyka się z dezaprobatą, nieprzyjemnymi komentarzami.

 
·         Skąd pomysł na taką stylizację?
Pomysł na stylizacje zrodził się podczas sesji z zdjęciowej z fotografką: Kariną Falińską, która jest autorką tego zdjęcia. Chciałyśmy za jego pomocą pokazać innym kobietą w ciąży, że ten specyficzny stan może dodawać niewątpliwego uroku, że należy celebrować te chwile wyglądając dobrze, a nie ukrywając się za bezkształtnymi workami. Zdjęcia wykonane tego dnia są cudowną pamiątką i pewnie kiedyś bezcennym prezentem, który ofiarujemy naszemu synkowi.

 
·         Jak ważna w Twoim życiu jest moda?
Z całą pewnością nie jestem fashion victim, ale nie jestem również ignorantką w tej dziedzinie. Prowadzę bloga, gdzie zamieszczam zdjęcia swoich stylizacji, efektów przygotowania stylizacji dla innych osób do sesji fotograficznych – póki, co tych amatorskich - jest to moja odskocznia od życia codziennego, tylko mój kawałek podłogi, któremu poświęcam większość wolnego czasu.

 
·         Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w doborze ubrań?
Przede wszystkim należy bacznie przeanalizować swoją sylwetkę – dostrzec swoje słabe i mocne punkty. Podkreślić to, co dobre, zatuszować te słabsze aspekty. Wybierać tylko to, w czym czujemy się dobrze, a nie to, co dyktują obecne trendy.

 
·         W jaki sposób, na co dzień dbasz o wygląd?
Nigdy nie zapominam o demakijażu i kremie nawilżającym. Uważam, że dobry zapach potrafi „ubrać” kobietę, a czerwona szminka dodać jej seksapilu. Z zawodu jestem nauczycielką, zainteresowanie moda nie pozwala mi jednak być szarą myszką stojącą przy tablicy, od lat w tej samej garsonce, z drugiej strony nie mogę zbytnio szokować i odwracać uwagi od spraw zasadniczych – zdobywania wiedzy.

 
·         Czy Twoim zdaniem charakteryzuje się dobra stylizacja?
Dobra stylizacja przykuwa uwagę, pokazuje osobowość i sprawia, że osoby, które Cię widzą mają ochotę natychmiast kupić coś, co masz na sobie.

 

 
·         Jak Ci się podoba konkurs Siemens Fresh Look?
Konkurs jest innowatorski. Uważam jednak, że organizatorzy powinni bardziej kontrolować sposób głosowania internautów i usuwać zdjęcia, które prezentują stylizacje niezwiązane z tematem przewodnim poszczególnych edycji. Wiem jedno, – jeśli będzie kontynuacja tego konkursu to na sto procent wezmę w nim udział!

 
·         Która z edycji do tej pory najbardziej przypadła Ci do gustu? Dlaczego?
Każda edycja była niepowtarzalna i zasługiwała na moją uwagę. Nie mogłam sobie wybaczyć, że przegapiłam pierwszą edycję – w klimacie vintage – myślę, że moje stylizacje miałby również szanse znaleźć się na stronach tego magazynu.
Druga edycja – zawsze chciałam być jak – była genialna i bardzo inspirującą – pojawiły się w niej osoby, które dobrze znam z Internetu, których blogi odwiedzam bardzo często – jak Maja Peryga, Julia Więcko, Birdscloset etc. Byłam zachwycona, że moja stylizacja ( Inspektor Gadżet), mogła konkurować z najlepszymi.
Ostatnia edycja również podbiła moje serce i pozwoliła wyrazić to, co czuję w kwestii mody, stylu i urody.

 

 

 
                                                                                                                    

niedziela, 27 marca 2011

Turban

Turban od lat miałam niestety tylko w głowie, obawiałam się negatywnych konotacji (wiadomo, jakich). Zainspirowana notką Vintage Girl przejrzałam wszystkie dostępne źródła na ten temat i postanowiłam się przełamać, patrząc na efekty zastanawiam się jak mogłam czekać taak długo?


Kilka słów na temat historii tego nakrycia głowy: samo słowo turban pochodzi od nazwy tkaniny, z której był produkowany.



Wpływy orientalne były widoczne w Polsce w XVI i XVII w. wtedy to głowy monarchów polskich zdobiły właśnie turbany. Złote czasy turbanów to lata 20. i 30. XXw., stały się wówczas popularne dzięki żonie projektanta mody Paula Poirota - Denise Boulet.

Turbany były bogato zdobione – piórami, kamieniami szlachetnymi.
Następnie zostały wyparte przez mocno przylegające kapelusze. Do łask wróciły w latach 40. pomagały utrzymać fryzurę w ryzach, dodawały szyku za małe pieniądze. Tym razem nie miały bogatych zdobień.

W Polsce kobiety, ponownie, zaczęły zwracać na nie uwagę za sprawą Jadwigi Grabowskiej, założycielki Mody Polskiej.
Tutaj możecie pobrać oryginalna instrukcję z lat 40. jak zrobić turban na drutach.



Fot. Rafał Kaczmarek
Turban (składał się z dwóch części: srebrna - niewidoczna na zdjęciach CCDK plus czarna chustka SH)
Bluzka - SH
Spódnica - sklep osiedlowy
pasek- New Yorker Vintage
Buty - Gino Rossi
Torebka - Koperska
Broszka/gumka do włosów - Bijou Brigitte/vintage
Okulary - Restyle

niedziela, 13 marca 2011

Pippi Pończoszanka

Courtesy of the Hagley Museum and Library

Nikt tak dokładnie nie jest w stanie powiedzieć, kiedy ta część garderoby pojawiła się w użyciu, uważa się jednak, że mogły one stanowić „przeróbkę” męskich rajstop.
Do lat 90. XVI wieku pończochy, a właściwie długie skarpety, były produkowane z wełny. Już w starożytności znane były Greczynkom, które wkładały je wykonując prace domowe. Prawdopodobnie królowa Szkocji, Maria, została stracona mając na sobie taką właśnie parę.
W 1598 pewnie angielski duchowny (sic!) stworzył maszynę, którą wykorzystano do produkcji pończoch właśnie. Wówczas, były produkowane z szlachetnej przędzy - jedwabiu, jednak od roku 1931 ze względu na konflikty z głównym dostawcom tego surowca do Stanów, Japonią, jedwabne pończochy stały się bardzo drogim towarem luksusowym.
To pośrednio pończochy właśnie wybawiły z opresji – konkretnie uratowały od bankructwa – firmę Du Pont. Początkowo produkowała ona  proch strzelniczy.
To właśnie ta firma wprowadziła na rynek poliamid 6.6 – potocznie nazywany nylonem (kurę znoszącą złote jajka, która pozwoliła firmie pozostać na rynku). To właśnie z nylonu rozpoczęto produkować pończochy – alternatywę dla drogich, jedwabnych i jak się okazało - był to strzał w dziesiątkę - stały się prawdziwym hitem, uwielbianym przez rzesze kobiet do tego stopnia, iż dzień, kiedy wprowadzono je do masowej sprzedaży – 15 maja 1940 - został nazwany Nylon Day. W zamyśle twórców nylonowe pończochy miały być „mocne jak stal”, – co kobiety nagrodziły wielkim aplauzem i dużym zainteresowaniem nowym produktem.
Courtesy of the Hagley Museum and Library

Zakrywały 2/3 nogi, podtrzymywane były za pomocą specjalnego pasa do pończoch. Charakterystyczny był szczególnie model Fully Fashioned z szwem z tyłu.
Courtesy of the Hagley Museum and Library

Szew pojawił się na nich nie bez powodu, nie pełnił wówczas tylko i wyłącznie funkcji ozdobnej – był miejscem połączenia pończochy w całość, nie potrafiono wówczas zrobić ich „w jednym kawałku”.
Kobieta, która właśnie kupiła parę nylonów.  /Courtesy of the Hagley Museum and Library

W czasach wojny nylon został wykorzystywany dla potrzeb wojskowych (do produkcji spadochronów, opon), zatem pończochy stały się towarem deficytowym, ceny wzrosły dosłownie w ciągu jednej nocy.
Courtesy of the Hagley Museum and Library
Kobiety pokochały je do tego stopnia, że rysowały na swoich nogach kreski, czarną kredką, które miały imitować szew pończoch FF ( skrót od nazwy Fully Fashioned).
Maszyna z nylonami, na lotnisku. Courtesy of the Hagley Museum and Library

Dopiero w latach 50. wyprodukowano pończochy bezszwowe, a w latach 60. zaczęły je wypierać rajstopy.
Pończochy do łask powróciły wraz z pojawieniem się na rynku odmiany samonośnej - po raz pierwszy wypuszczonej prze firmę Wolford.
Nylon natomiast został wyparty przez lycrę, microfibrę.

Razem z modą vintage pojawiło się zainteresowanie pończochami nylonowymi, powrót do korzeni, ze względu na właściwości materiału, – czyli praktycznie zerową rozciągliwość, dobrze jest zasięgnąć rady fachowców kupując takowe.
Polecam strony:
 Kobieta, która stała się twarzą nylonów to Betty Grable – amerykańska piosenkarka, aktorka, tancerka. Jej zdjęcie w kostiumie kąpielowym uczyniło ja numerem jeden na liście pin-up girls okresu II Wojny Światowej. Była znana z posiadania najładniejszych nóg w Hollywood, (czego niezaprzeczalnym dowodem są umieszczone przeze mnie zdjęcia – spójrzcie na idealne proporcje).
fot. Frank Powolny Courtesy of the Hagley Museum and Library
Zostały ubezpieczone przez angielski Lloyds na bagatela 1,000,000$!
Fot. Marlena Kuś
Fot. Marlena Kuś

Aga G. w roli modelki Marleny:

Fot. Marlena Kuś

Dziękujemy jeszcze raz właścicielowi Old Timers Garage w Katowicach, ja serdecznie całuję naszą "nadworną", bardzo zdolną panią fotograf - Marlenko to o TOBIE:) Dzięki, do zobaczenia następnym razem!




wtorek, 22 lutego 2011

Bonnie Parker


Historia Bonnie i Clyde'a fascynowała mnie przez wiele lat,  jednak nigdy wcześniej nie zdecydowałam się wcielić się w rolę pani Parker aż  do momentu kiedy to zupełnie przypadkiem szukając fajnego miejsca na Mikołajki dla mojego synka odkryłam to miejsce. Blisko samego centrum Katowic, z zewnątrz całkiem niepozorne, co jeszcze bardziej potęguje efekt tego, co skrywają te szare śląskie mury. Old Timers Garage to prawdziwa gratka zarówno dla fanów motoryzacji (eksponaty zachwycą i znawców i laików takich jak my) jak i dla ludzi ceniących wnętrza z duszą, które to niegdyś kino (nomen omen) z całą pewnością ma. Za sznurki pociąga niesamowita persona – Adam, któremu pragnę tu szczególnie podziękować za umożliwienie nam wykonania tych ujęć.

Serdeczne podziekowania dla młodej, zdolnej fotografki: Marleny Kuś, z którą mam nadzieję wejśc we współpracę i dla mojej wieloletniej koleżanki: Agi Gabor, która razem ze mną dzielne pozowała. Efekty poznacie w kolejnych postach.







A tu urocza „policjantka”

Fot. Marlena Kuś


czwartek, 6 stycznia 2011

Always by my side...


Dobrze jest mieć obok siebie osoby, które kochamy, choć na chwilę ogrzać się w ich cieple. Dobrze jest spojrzeć komuś w oczy i wiedzieć, że Cię rozumie.

Dzięki, że byłaś, jesteś i mam nadzieję zawsze będziesz!


niedziela, 26 grudnia 2010

"Play it, Sam" - moja Casablanca





Kiedy sięgam pamięcią wstecz jeden ze wczesnych obrazków mojego dzieciństwa to moi rodzice trzymający się za ręce, oglądający film - Casablanca. Cukierkowa scena, wyidealizowana przez wybujałą wyobraźnię małej dziewczynki? Tak! Jest ona tak głęboko wdrukowana w moją pamięć za sprawą kilku elementów łączących bohaterów filmowych z tymi, którzy w moim „filmie” grają/grali od ponad trzydziestu lat „główne role”. A mianowice: Tato miał praktycznie identyczny kapelusz i prochowiec jak Bogie, Mama uwielbiała stroić się w bordowy kapelusz, który podkradałam z jej szafy odgrywając z kolegami (z podwórka) finałową scenę filmu, gdzie na lotnisku Rick żegna swą ukochaną Ilsę…

Dziś, kiedy moi rodzice odegrali już swoją finałową scenę - pożegnania, z tą różnicą iż to mama pozostała ze mną na „pokładzie”, często wracam myślami do tych chwil, kiedy byli razem – sięgam wtedy po ten bordowy kapelusz i znowu mam pięć lat, siedzę na dywanie, w salonie rodziców i wpatruję się w naszego Neptuna. Ten kapelusz to taka moja kapsuła czasu…
W tym dniu miałam na sobie:
Skórzana spódnica - sh
Koszula z żabotem - MFC - vintage
Kapelusz - vintage, mama